środa, 28 września 2016

Odkładanie w nieskończoność

Swoją pracę magisterską pisałam przez jakieś 8 miesięcy. Uściślając - zbierałam się do tego przez 7 m-cy, a napisałam w niecałe trzy tygodnie. Patrząc z perspektywy, mogłam zrobić to od razu i mieć spokój - a ja pisałam na ostatni moment. Wystarczyło usiąść i zacząć. Takie proste? Takie trudne. A nauka przed sesją? no właśnie...


Wtedy to czułam wewnętrzną chęć umycia okien, posprzątania, ugotowania czegoś wymyślnego - czyli robienia wszystkiego, tylko nie uczenia się. 
Takie odkładanie na później ma swoje dobre strony - literatura naukowa przytacza bowiem przykłady świadczące o tym, że takie działanie jest domeną geniuszy. A. Grant pisze, że odkładając jakieś działanie zwiększamy kreatywność, myślimy dłużej o tym co mamy do zrobienia, Sugeruje, że na dobre pomysły wpadamy spacerując, sprzątając czy robiąc sobie przerwę na kawę. Pierwsze rozwiązania które przychodzą do głowy zazwyczaj są prozaiczne - odkładając pracę pozwalamy wyobraźni na znalezienie czegoś zupełnie innego. 
Jeżeli takie odkładanie na później zdarza się raz na jakiś czas, nie jest to problem. Jednak jeżeli staje się nawykiem nad którym nie panujemy - zaczyna się robić poważnie. Patologiczne odkładanie to zdiagnozowane zaburzenie psychiczne, nazywane prokrastynacją. Psychologowie określają ją jako syndrom Scarlett O'Hary - pamiętacie "Przeminęło z wiatrem"?


Coraz częściej, tę niewinną z pozoru przypadłość określa się jako nową chorobę cywilizacyjną. Obarczeni są nią w jakimś stopniu wszyscy, ale tylko u co piątej osoby przybiera patologiczną formę. Gdy towarzyszy codziennie - ciężko normalnie żyć. 
Słyszeliście o "prawie Rity Emmet"? Jeżeli nie, to na pewno doświadczyliście go chociaż raz na własnej skórze - mówi ono, że strach przed wykonaniem jakiejś czynności zabiera nam więcej czasu i energii niż samo jej wykonanie. Brzmi znajomo? Takie zachowanie wcale nie musi być wywołane obawą przed porażką. To może być również (chociaż dziwnie to brzmi), lęk przed sukcesem. Ten bowiem pociąga za sobą większe wyzwania i oczekiwania. 
Jest jednak grupa osób nazwanych fachowo "prokrastynatorami z wyboru". Oni to odkładają wszystko na ostatni moment, bo po prostu tak lubią. Lepiej im się wtedy pracuje - stres ich mobilizuje, zabierają się do wszystkiego w ostatniej chwili. 
Znalazłam jednak motto, które ustawię sobie chyba jako tło pulpitu na moim laptopie :



*prof. Adam Grant, "How non-conformist change the world"

12 komentarzy:

  1. Agnieszko, między nami epoka:))kiedyś pracę magisterską trzeba było wystukać na maszynie przekładając papier kalką:)), bez funkcji "backspace", zamiast do internetowej trzeba było pędzić do biblioteki na drugim końcu miasta, wypisywać zamówienia i czekać na książkę. Czasem dziwię się sobie, jak udało mi sie to zrobić bez komputera. Jednak masz rację w sprawie odkładania. Siadam do pisania, kiedy mam pomysł na całość i pierwsze zdanie. Potem już chleb z masłem, przy możliwościach komputera. Można wracać, skracać, zmieniać, zachowując całość. Nie było to możliwe na maszynie do pisania, trzeba było od początku:))
    I rzecz najważniejsza: serdecznie, szczerze Ci gratuluję. Nie piszesz, o czym pisałaś, może to nie tajemnica?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czesiu, chylę czoła - teraz rozumiem, dlaczego na pracę mgr trzeba było aż cały rok akademicki. Teraz jakoś niby szybciej, prościej...a jednak człowiek zostawia na ostatnią chwilę;)
      Pisałam o ochronie danych osobowych - zarówno na gruncie kodyfikacji polskiej jak i europejskiej (to się przenika) łącznie z orzecznictwem i propozycjami zmian a także z przykładami dziedzin życia w której ochrona danych osobowych dotyczy bezpośrednio zwykłego Kowalskiego. Takie tam prawnicze gadanie;)))) Bardzo fajny temat, który nie sposób zamknąć w jednej pracy mgr, zwłaszcza, że w 2018 czeka nas wprowadzenie zmian do obowiązującej ustawy o ochronie danych osobowych - wchodzi nowa dyrektywa, uchylająca tę obowiązującą (95/46/WE) dotyczącą przepływu danych i ochrony danych osobowych.Chyba się rozgadałam;)

      Usuń
  2. Gratuluję magisterki! I dziękuję za poszerzenie horyzontów! :) O prokrastynacji słyszałem, o Sarlett też, ale z Ritą Emmett to już gorzej...

    Co do demota o sesji, po tym I roku jak najbardziej go rozumiem :D

    Jako osoba zazwyczaj systematyczna, staram się niczego nie odkładać na później - i tak to przecież trzeba będzie w końcu zrobić. Czasami jednak mam takiego straszliwego lenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, to już druga w moim życiu;) Jestem na etapie ćwiczenia systematyczności, zauważam, że bardzo ułatwia ono życie;)

      Usuń
  3. Zawsze jak jest coś do zrobienia to człowiek szuka sobie zadania zastępczego, któr niby koniecznie trzeba zrobić :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, z naciskiem na to, że KONIECZNIE akurat w tym danym momencie;)

      Usuń
  4. Ostatnio przeczytałam, że chroniczni bałaganiarze mają wysokie IQ.
    No nie wiem, nie wiem... Ja tam jestem uporządkowana:)))
    Egzaminy zawsze zdawałam w przedterminach, bo lubiłam mieć długie wakacje:) A w obronie przeszkodził mi syn, który postanowił się urodzić. :))
    I planuj tu człowieku...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ktos podrzucil mi cytat:
    Tylko idiota ma porzadek. Geniusz panuje nad chaosem.

    Z zasady jestem zaplanowana, usystematyzowana, ect.
    A najfajniesze w tym wszystkim jest to, ze juz nie musze. Zrobie, jest ok. Nie zrobie- zrobie jutro albo wcale :) A ile wolnego bede miala :)
    Swiat sie nie wali. On sobie idzie wolno, wolniutko... I dla mnie to jest piekne.
    Sukcesow magisterskich. Fajnego odkrywania.
    Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Heh znam to. Jak ma się za dużo czasu, to się człowiek rozleniwia.

    OdpowiedzUsuń
  7. no no ja tam zawsze wychodze z założenia co masz zrobić jutro zrób dziś choć są takie rzeczy które odkładam jak np. prasowanie ale jak już się wezmę za coś to nie ma zmiłu się robię....a czasami odkładam rzeczy by być po prostu z dziećmi im czasu poświęcić :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ach, znam nie tylko teoretycznie, ale też z autopsji. Perfekcjoniści mają często problem z prokrastynacją, a motorem napędowym jest właśnie lęk przed porażką, czyli wszystko się ładnie łączy. Ostatnimi czasy często załatwiałam coś na ostatnią chwilę, co jednak nie przynosiło rezultatów powyżej oczekiwań, więc czas nad sobą trochę bardziej popracować :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie lubię nic odkładać na ostatni moment. Fajnie, że masz już to za sobą.
    Pozdrawiam. :) .

    OdpowiedzUsuń